wtorek, 2 maja 2017

[RELACJA]°C-ute Cutie Circuit ~De retour à Paris~

Po tak długiej przerwie wracam z nietypową notką. Udało mi się spełnić jedno z marzeń i byłam na koncercie mojej ulubionej grupy idolek °C-ute! Koncert odbył się 16 kwietnia w La Cigale w Paryżu, a towarzyszący mu fanmeeting dzień później .
[Yeah! Radocha! :D]
Dla niewtajemniczonych, °C-ute to grupa idolek spod szyldu Hello!Project (są tam jeszcze m.in. Morning Musume, kiedyś Berryz Koubou, ANGERME, Juice=Juice). Grupa powstała w 2005 roku. Pierwszy oficjalny singiel wydały dopiero w 2007 roku już jako siedmioosobowy zespół. Od końca 2009 roku promują się w okrojonym składzie, który szczęśliwie dotrwał aż do teraz. To jedna z tych nielicznych grup, którym zmniejszenie liczy członków wyszło na dobre.
[°C-ute - od lewej: lider Yajima Maimi, Nakajima Saki, Suzuki Airi, Okai Chisato, Hagiwara Mai]
[uczymy się i zapamiętujemy :3]

Pod koniec sierpnia 2016 roku dziewczyny powiadomiły fanów o rozpadzie grupy. T.T Ich ostatni koncert odbędzie się 12 czerwca 2017 r. w Saitama Super Arena. Więcej informacji o °C-ute znajdziecie np. TUTAJ.

Wiele szczęśliwych zbiegów okoliczności sprawiło, że udało mi się pojechać na ostatni w Europie koncert °C-ute. Z tego miejsca chcę podziękować mojej towarzyszce podróży - Irminie - która wszystko ogarniała i z nauczycielską cierpliwością znosiła wszystkie moje dziwactwa. 
[gomenasai~]

Dla mnie był to pierwszy koncert japońskiej grupy, pierwszy tak poważny wyjazd, pierwszy lot samolotem, pierwszy wyjazd do Francji... dużo tych pierwszych razy zaliczyłam przez ten weekend. :P
Po locie samolotem chyba spodziewałam się czegoś więcej, choć może to i lepiej, że odbyło się bez żadnych niespodzianek. W czasie lotu do Paryża niebo było zachmurzone, a okno, przy którym siedziałam brudne. W drodze powrotnej bardziej trzęsło i bardzo przytkało mi ucho. Za to widok za oknem pierwsza klasa :D 
[chyba gdzieś nad Niemcami]

W dotarciu do hostelu i poruszaniu się po Paryżu pomagał nam znajomy Irminy, Francuz Antoś (fan Chinami z Berryz Koubou), który koniec końców też był na koncercie. Kolega Antoś wytłumaczył działanie paryskiego metra, które robi zdecydowanie większe wrażenie niż nasze rodzime (zapaszki są niestety gorsze). Pomijając już dużą liczbę linii i korytarzy, które prowadzą z jednej do drugiej, na mnie największe wrażenie zrobiły zabezpieczenia. U nas dostanie się na peron to żaden problem - wystarczy otworzyć sobie boczną bramkę, w Paryżu nie jest już tak łatwo, a przy niektórych stacjach są zabezpieczenia przed wypadnięciem na tory - szacun, czekam aż wprowadzą to u nas. Podsumowując wątek metra - myślę, że teraz mogłabym spokojnie jeździć paryskim metrem, najważniejsze to zapisać sobie nazwę stacji końcowej na kartce, bo to co mówią miłe głosy przez głośniki, jest czasem nie do powtórzenia.
Największym plusem hostelu, w którym się zatrzymałyśmy było jego położenie. Wystarczyło kilka minut i już było się pod miejscem koncertu. Żeby nie marudzić o stosunku ceny do jakości czy ciemnicy w pokoju lub spaniu tylko pod kocem, zakończy ten wątek "uroczym" widokiem z okna pokoju, w którym spędziłyśmy prawie trzy noce.
[...]

W tym samym miejscu zatrzymały się również dwie koleżanki Irminy - Julia i Felice. Choć ich przyjazd do Paryża okraszony był niemiłą przygodą, to zapewniały, że chcą ustawić się w kolejkę o czwartej rano. O tego typu pomysłach czytałam na fb grupie, ale nie traktowałam tego poważnie. Wiedząc, że koncert zaczyna się o 18, a wpuszczenie o 17, komu będzie się chciało stać pod drzwiami już od 4 rano? Komu?! Okazało się, że w ludziach (tj. we francuskich fanach) jest jeszcze więcej desperacji.
Wracając z lokalnego marketu (jakoś dobrze po 21) przeszliśmy obok miejsca koncertu. Okazało się, że koczuje tam grupka francuskich fanów. Z tego co udało się ustalić siedzieli tam już od 18 O.o. Nie było dużego wyboru - trzeba było wstać i iść w kolejkę o czwartej rano. 
Kolejka i koncert
Słowo się rzekło. Po czwartej stałyśmy, a raczej siedziałyśmy na czyjeś macie, w kolejce. Byłyśmy ok. 15. Yeah! Nasz plan zakładał pokazanie się we cztery, a później swobodne wymiany na jedzenie i siku. O dziwo, przed nami i za nami siedzieli w porządku ludzie i plan wypalił. 
Ok. piątej rano, kiedy tak siedziałam na czyjeś macie i pod wyniesionym z hostelu kocem wydarzył się mały cud. Okazało się, że moja nowa koleżanka i towarzyszka w kolejce, Julia również jest fanką Arashi!!
Nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby na tym wyjeździe szukać fanów Arashi - to miał by taki czas bez nich ;P los sobie ze mnie zakpił i fanka sama mnie znalazła, bo zobaczyła jak na telefonie przeglądam fb, na którym wyświetliły mi się posty z Shiyagare. Raz sama trafiłam tak na fankę Arashi, ale nie spodziewałam się, że to ja stanę się "ofiarą". Nauka na przyszłość - zawsze zaglądaj ludziom w telefon XD 
Julia to nowiutka fanka, jest w fandomie pięć miesięcy i jest jeszcze na etapie poznawania i pochłaniania wszystkiego (tylu zdjęć na telefonia nawet ja nie miałam). Najbardziej lubi Sho. Przez moje braki językowe nie mogłyśmy porządnie rozmawiać o burzowych chłopcach -.- z jednej strony może to i dobrze, bo powiedziałabym za dużo i jeszcze bym ją zniechęciła. Przechodząc z Hello!Project na Arashi można doznać niezłego szoku. Z drugiej było niezwykle miło siedzieć przed świtem, słuchać piosenek Arashi i podśmiewać się z nieistniejącego Sakumoto. Ale wracajmy do °C-ute i kolejki. 
Zdecydowanie najwięcej było Francuzów. Na 99,99% z Polski byłyśmy tylko my dwie. Za to było sporo Japończyków. Pierwszy pojawił się niedługo po nas. Długo siedział sam - ogólnie wyglądał jakby medytował. Kolejna zwarta grupa pojawił się ok. szóstej. Z tego co udało się ustać byli to fani, którzy jeżdżą za dziewczynami na koncerty po całym świecie. Głównie byli to faceci na oko 40+. Jeden chodził w długim płaszczu i fajką w zębach i wyglądał jak kryminalista z japońskich dram xD Byli też tacy, którzy interesowali się "tubylcami". Podchodzili i podpytywali skąd jesteśmy. Kiedy padała odpowiedź, że z Polski robili duże oczy, bo nie mogli ustalić gdzie znajduje się ten "mityczny kraj". Byli sympatyczni i jak na Japończyków bardzo otwarci na znajomości.
Niestety nie byłam świadkiem, ale Japończycy rozdawali płyty Hello!Project i oficjalne zdjęcia! Irmina "złapała" dla mnie aż sześć singli! O tym zjawisku też słyszałam, ale uwierzyłam dopiero kiedy dostałam te single do ręki. Chciałam nawet podziękować hojnym Japończykom, ale akurat sprawcy całego zamieszania gdzieś się zawieruszyli.
[Po prawie dziesięciu latach moje pierwsze single Morning Musume, jaki wstyd :P]
[Single °C-ute <3 dostałam wszystkie regularne wersje Naze Hito wa Arasoudarou? / Summer Wind / Jinsei wa STEP! :D]

Żeby nakręcić sprzedaż idolkowych singli do wersji regularnej dodawane są karty ze zdjęciami. Przy zakupie oczywiście nie wiesz na kogo trafisz. Może być to fotka solowa (jest ich tyle ile członkiń w zespole) lub grupowa. Wspólne otwieranie płyt i sprawdzanie czy trafimy na swoją ulubioną było zabawne :3 
[moje "zdobycze", Ikuta -.-]

Ta zabawa uwypukliła jednak różnice pomiędzy mną, a resztą dziewczyn. Miałam wrażenie, że w zupełnie inny sposób traktujemy płyty. Samo to, że dostałam te single było dla mnie oszałamiające i w tym całym rozgardiaszu starałam się o nie zadbać jak najlepiej mogłam, czyli wsadzić je z powrotem do folii. Zbierałam też wszystkie boczne etykietki. Dziewczyny patrzyły na to jak na wariactwo. Odniosłam wrażenie, że dla nich najważniejsze są właśnie te karty ze zdjęciem, a płyty, to taki do nich dodatek. Może to przez to, że tak naprawdę to moje pierwsze rzeczy z H!P, a może to wychowanie w fandomie Arashi gdzie nikt nie rozdaje singli (albo nikt o tym głośno nie mówi), a o płyty (inne rzeczy) się na swój sposób walczy (kto pierwszy ten lepszy, bo limitowane edycje znikają w kilka godzin). Sama nie wiem.
Wracając do wątku Japończyków. W pewnym momencie zaczęłyśmy szukać osoby, która miała rozdawać glow sticki. Nasze podpytywania usłyszał jeden z Japończyków, który wcześniej interesował się naszym pochodzeniem. Facet jak gdyby nigdy nic stwierdził "Poczekajcie, ja wam to załzawię" i załatwił. Po chwili wrócił do nas z dwoma glow stickami. Już dawno nie spotkałam się z takim bezinteresownym działaniem. Irmina była przygotowana i poczęstowała go polskim cukierkiem (chyba Kukułką, już nie pamiętam). Kolega Japończyk zjadł go od razu i powiedział, że dobre xD Takie małe głupstwo, a cieszy. Różowy glow stick dostałam od dziewczyny, która organizowała urodzinową niespodziankę dla Airi.
[Trzeba je było schować na noc, bo nie chciały przestać świecić]

Gdzieś ok. 12-13 przyjechały °C-ute. Podjechały pod samo wejście i pomachały do fanów. Mi udało się zobaczyć Mai, Chisato i Maimi. To był pierwszy raz kiedy widziałam je na żywo. Łzy napłynęły mi do oczu, a serce zaczęło mocniej bić - a to było tylko kilka sekund. 
Obok miejsca, w którym siedziałyśmy były drzwi, przez które od czasu do czasu wchodzili pracownicy. Przez drzwi było słychać próbę. Kto był blisko nadstawiał uszu i próbował wyłapać co to za piosenka. °C-ute kilka dni wcześniej miały koncert w Meksyku. Znaliśmy więc tamtą listę piosenek. Nasłuchując próbowaliśmy ustalić czy są jakieś zmiany. Mi udało się wyłapać dwie piosenki. Obie były na liście z Meksyku.
Od czasu do czasu pojawiał się pan z ekipy °C-ute i nas nagrywał. Na widok obiektywu tłum zaczynał wiwatować, jednak gdy tylko kamera się oddalała wszystko cichło xD
Wpuszczanie na salę miało się zacząć o 17, ale Francuzi to Francuzi. Nikt nie kwapił się do zorganizowania oddzielnej kolejki dla ludzi z biletami premium i zrobiło się zamieszania. Osoby z lepszymi biletami stały daleko, nikt niczego nie wiedział, a wpuszczanie na salę się opóźniało. Pracownicy nie wiedzieli co zrobić, zerkali na nas nieco przestraszeni przez szklane drzwi.
Najstraszniejsze chwile jakie przeżyłam w czasie tej "wycieczki", miały miejsce chwilę przed wpuszczaniem. Obok mojej grupki stał chłopak, który już jakiś czas temu wepchał się w kolejkę. Ignorowany do tej pory osobnik zwrócił moją uwagę ponieważ zaczął cały się trząść. Choć wszystko drżało, jego twarz pozostawała bez wyrazu. Co gorsza jego wygląd wskazywał na tureckie/arabskie pochodzenie. Głowa sama zaczęła łączyć fakty, a wyobraźnia podpowiadać możliwe scenariusze. Znów pojawiła się kamera - wszyscy krzyczą, a on nie... w tamtym momencie zrobiło mi się trochę niedobrze. Zaczęło się wpuszczanie i sprawdzanie toreb - on miał torbę, udało mi się tam nawet zajrzeć, nic podejrzanego nie zauważyła, ale skąd mam wiedzieć jak wygląda bomba? Weszłam przed nim i tyle go tego dnia widziałam.
Po sprawdzeniu biletów rozdawali numerki na loterię, nie dostałam swojego. Irmina mająca doświadczenie w koncertach, tak szybko wyrwała do przodu, że trudno ją było dogonić. Ale dzięki temu zajęła dobre miejsce. 
Stałyśmy niemal w środku w drugim/trzecim rzędzie. Prawie przed nami, ale bardziej w lewo, przy barierkach stało dwóch wielkich  facetów - Czerwony i Żółty. Za nimi znalazły się naprawdę maleńkie i drobne dziewczyny, które  najlepszy widok miały na "tylni przedziałek" jednego z "byczków". Fuj!! :< To przerażające, że chyba nawet przez myśl im nie przeszło, żeby przepuścić je do przodu.
Stanie w tłumie i hałasie nie należy do moich ulubionych rzeczy, dlatego na początku czułam się nieswojo. Za mną stała dziewczyna z potężnym głosem. Fanka Maimi albo Mai - bardzo przeciągała "i". Po wejściu na salę tłum wiwatował nie tylko na widok kamery. W pewnym momencie trochę "miłości" od zniecierpliwionych fanów otrzymał młody pan ze staffu. Uroczo się zawstydził i szybciutko uciekł ze sceny. Po tym "incydencie" °C-ute nie kazały już długo na siebie czekać. 
Oczywiście musiało zacząć się od tej piosenki, to klasyk jak "A.RA.SHI". Gdy tylko dziewczyny pojawiły się na scenie łzy znowu napłynęły mi do oczu, ale nie płakałam (jeszcze). Po tylu dniach przygotowań do wyjazdu i prawie 16 godzinach w kolejce, to było takie nierealne. Trudno znaleźć słowa na opisanie tych wszystkich emocji.
Przy tej piosence uświadomiłam sobie jak świetnie tańczą. W ich ruchach nie było gestów robionych "na odwal się". Miałam wrażenie, że robią to 2x szybciej niż na nagraniach, które wcześniej widziałam. I to wrażenie zostało ze mną już do końca koncertu.
Podczas pierwszych piosenek udało mi się nawiązać kontakt wzrokowy z Mai. Wydawała się trochę spięta, ale nadrabiała wszystko uśmiechem.
MC
Bardzo krótkie. Dziewczyny przywitały się, złapały oddech i kontynuowały występ. Przy pierwszych dźwiękach zrzuciły z siebie wierzchni kostium.
[Stroje numer dwa.]

4. The Curtain Rises 
Kolejna króciutka pogadanka na złapanie oddechu.
9. Arigatou ~Mugen no Yell~
Na tej piosence się rozpłakałam. Widząc je na scenie, uświadamiając sobie, że to pierwszy i ostatni raz oraz przypominając sobie o czym jest ta piosenka trudno było nie płakać. Jeszcze nie mogę słuchać tej piosenki.
10. Kimi wa Jitensha Watashi wa Densha de Kitaku
Niewiele widziałam podczas tej piosenki, bo cały czas byłam zalana łzami. Ale nie były to już te łzy wzruszenia z poprzedniej piosenki, bo płakałam tylko prawym okiem :P Oczywiście moje okno przypomniało sobie, że coś za dobrze się sprawowało i postanowiło wycisnąć ze mnie jeszcze trochę łez.
MC
Najdłuższe MC podczas koncertu. W tym czasie odbyła się loteria (nie dostałam numerku meh). Do wygrania były podpisana przez losującą teczka ze zdjęciem oraz pocztówka podpisana przez wszystkie. Był to też czas na zmianę kostiumów. 
Jako pierwsze zabawiały fanów Saki i Maimi. Mówiły po japońsku - od czasu do czasu słychać było francuskie tłumaczenie - po angielsku niestety nic. Głos mówiącej Saki był dla mnie zaskoczeniem, inaczej go pamiętałam z nagrań. W czasie tej krótkiej przerwy miałam również okazję na spokojnie przyjrzeć się niezwykłym ramionom Maimi. Nigdy nie patrzyłam na ludzkie ramiona, więc ciężko wytłumaczyć tę chwilową fascynację. Jestem pewna, że gdyby miała tak zabudowany strój jak np. Chinami w życiu nie zwróciłabym na to uwagi.
Po kilku minutach dziewczyny się wymieniły i na scenę wróciły Airi, Chisato i Mai. Zaczęły od dzielenia się piciem, które stało schowane na scenie. Do uroczej interakcji doszło pomiędzy Chisato i Mai. Okai napiła się trochę, a następnie zaczęła butelką machać przed nosem Mai, tak jakby chciała się jej zapytać czy chce spróbować. Hagiwara zgodziła się na wymianę. W moim odczuciu to było tak naturalne zachowanie, że branie tego za fanserwis to duże nadużycie. 
Po wylosowaniu przez Airi szczęśliwca, ale tuż przed podania jego numeru, tłum odśpiewał jej "happy birthday". Wyszło troszkę niezgrabnie, ale widać było, że została zaskoczona, więc wyszło na plus. 
°C-ute przebrały się w czerwone stroje z ostatniego singla. 
[Stroje numer trzy]

Nigdy nie byłam fanką tych kostiumów, bo ani na zdjęciach, ani w teledysku nie prezentowały się jakoś wybitnie. Cieszę się, że miałam okazję zobaczyć je na żywo. Robią niesamowite wrażenie wykończeniem, aplikacjami i szczegółami. Naprawdę szkoda, że materiały promocyjne nie mogą tego pokazać.
11. Kokoro no Sakebi wo Uta ni Shitemita
Dla mnie największe muzyczne zaskoczenie koncertu. Wcześniej nie doceniałam tej piosenki, była mi obojętna, nie widziałam z nią żadnego live. Okazało się, że niesamowicie wypada na żywo dzięki temu, że ma bardzo dużo interakcji z widownią. Te okrzyki wychodziły tak naturalnie, że dawałam rade bez przygotowania ;)
12. Sakura Chirari
A ta piosenka była troszkę zaskoczeniem, bo nie było jej na liście z Meksyku. Dopiero po koncercie okazało się, że meksykańscy fani jej nie wpisali :P
13. Ooki na Ai de Motenashite
14. Tokaikko Junjou
15. Kanashiki Heaven

Naprawdę próbowałam skupić się na tańczącej ekipie, ale nie dałam rady. Głos Chisato jest niesamowity.
16. Kiss me Aishiteru
17. Sekaiichi HAPPY na Onna no Ko

Jakoś w połowie tej piosenki Irmina wpuściła mnie na swoje miejsce w samym centrum i tuż za niziutką dziewczyną - czyli widok był niesamowicie dobry. Jeszcze raz dziękuję :D
18. Final Squall

To taka piosenka, podczas której jednocześnie kręcą się łezki w oczach i chcesz skakać, bo taka jest szybka. 

Kiedy dziewczyny zeszły ze sceny, tłum zaczął nawoływać na bis. Jednak plan na ten fragment koncertu był zupełnie inny. Na facebookowej grupie związanej z koncertem narodził się pomysł, żeby zaśpiewać coś dziewczynom. Padło na "Gamusha LIFE" - piosenkę wydaną z okazji 10. rocznicy istnienia zespołu. Byłam sceptycznie nastawiona do tej piosenki - nigdy specjalnie za nią nie przepadała - ale skoro została wybrana, próbowałam nauczyć się odpowiedniego fragmentu tekstu. Tak naprawdę bardziej zaczęłam chwytać ćwicząc piosenkę razem z Irminą, kiedy stałyśmy w kolejce. Najbardziej niepokojące było jednak to, że z naszego najbliższego otoczenia tylko my się jej uczymy. :<

Ogólnie same czarne myśli, bo już jest ten moment, ale jak uciszyć taki tłum? Niespodziewanie z pomocą przyszedł wielki Czerwony facet (ten sam, który zasłaniał swoją osobą widok na scenę). Pomachał naszą kartką z tekstem (tak naprawdę żadna z nas nie nauczyła się na pamięć więcej niż dwa wersy) i zmobilizował publiczność do działania. "Gamusha..." została odśpiewana dwa razy. Jeden z naszych "występów" można zobaczyć TUTAJ - ten wielki facet, który zaczął "dyrygować", to Czerwony. Oczywiście ekipa °C-ute zauważyła, że coś się dzieje i zaczęła nas nagrywać. Po wszystkim kartka z tekstem zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach.
ENCORE
19. Dance de Bakoon!

20. JUMP
Pomiędzy piosenkami °C-ute przeczytały podziękowania dla fanów. Podobno nawet Francuzi nie wiedzieli o czym dokładnie mówią, ale wszyscy się zacieszali. Gdzieś tutaj przyszedł fotograf i zrobił dziewczynom pamiątkowe zdjęcie z publicznością.
[Nawet mnie widać xD]

Po "JUMP" dziewczyny znowu zeszły ze sceny, a tłum zaczął wołać je na kolejny bis. 
Po kilkunastu minutach nieoczekiwanie °C-ute wróciło na scenę. Maimi podziękowała za "Gamusha..." i oznajmiła, że choć tej piosenki nie było w planach, to specjalnie dla nas ją zaśpiewają. 
ENCORE2
Zdecydowanie najlepsza chwila podczas koncertu. Fani płakali, one płakały - chyba najbardziej łzami zalewała się Chisato. To super uczucie widzieć, że niespodzianka się udała i że dziewczyny zapamiętają ten koncert dzięki tej chwili. 
Na koniec °C-ute ukłoniły się i zeszły ze sceny, a ochrona zaczęła wskazywać nam jedyny słuszny kierunek, czyli wyjście.
Podsumowanie koncertu
  • Koncert trwał ok. dwie godziny. Z La Cigale wyszłyśmy po 20. 
  • °C-ute niesamowicie tańczą. 
  • °C-ute są niesamowicie profesjonalne w byciu idolkami. Widać było, że starają się jak mogą, by nie pominąć żadnego fana.
  • Odniosłam wrażenie, że one wiedzą, że my wiemy jaka będzie kolejność piosenek.
  • Takie "kameralne" warunki są idealne do nawiązania kontaktu z dziewczynami na scenie. Wydaje mi się, że najwięcej interakcji miałam z Mai.
  • To był mój pierwszy koncert, więc trudno było mi się skupić na tym jak śpiewają.
  • Nagłośnienie było dobre.
  • Lista piosenek była bardzo dobra, bo była zróżnicowana.
  • Dostaliśmy jedną piosenkę więcej niż fani w Meksyku XP
  • Naliczyłam ok. cztery kamery.
  • Nie udało mi się zlokalizować kamery skierowanej na centrum.
Fanmeeting
Tym razem nie wstałam przed wschodem słońca, by stać w kolejce. Razem z Irminą pojawiłyśmy się w kolejce dość późno, bo na ok. godzinę przed wpuszczaniem, które zaplanowane było na 13. Felice i Julia stanęły w niej troszkę wcześniej i zajęły nam miejsce ;) 
Podczas czekania na otworzenie drzwi, tematem numer jeden było "co powiesz dziewczynom podczas "high five" i czy zdążysz to powiedzieć, bo podobno w Meksyku były tylko szybkie piąteczki". Szczerze mówiąc nie wiedziałam, co chciałabym im powiedzieć, bo wszystko wydawało się takie banalne. Irmina już wcześniej tłumaczyła mi, że tu chodzi bardziej o wywołanie określonej reakcji niż przekazanie prawd życiowych. Po krótkich konsultacjach z dziewczynami i chłopakiem z Hiszpanii (chyba) wspólnie ustaliliśmy, że powiem coś w stylu "To mój pierwszy koncert. Jestem szczęśliwa (z tego powodu). Dziękuję. Jestem z Polski". Oczywiście wszystko w prymitywnym japońskim.
Tym razem podczas wpuszczania bardziej sprawdzali. Było nawet oklepywanie po boczkach. Widziałam, że u jednej dziewczyny znaleźli nóż. Nie wiem czy po zarekwirowaniu go została wpuszczona.
Przy wejściu dostawało się numerek na nową loterię. Troszkę dalej ustawione było stoisko z koncertowymi goodsami - można było kupić koszulkę lub ręcznik/szalik, koszulki zostały wyprzedane tuż po koncercie meh meh - a tuż obok ustawione było pudełko, do którego fani mogli włożyć prezent dla zespołu. Mój prezent - kartki z rysunkiem oraz z krótką wiadomością - to praca grupowa. Z tego miejsca jeszcze raz dziękuje wszystkim osobom, które pomogły w powstaniu tych kartek.
[Widok na scenę z mojego miejsca, na zdjęciach wszystko wydaje się być dalej]

Fanmeeting odbył się w tej samej sali co koncert. Jedyną różnicą było ustawienie foteli. Miejsce, w którym usiadła "moja grupka" było dość oddalone od sceny, ale widok był bardzo dobry. Atmosfera panująca wśród fanów była na tyle swobodna, że pozwoliłam sobie potrollować dziewczynę siedzącą przede mną  i zabawić się w mistrza drugiego planu, kiedy ona robiła sobie selfie. Te fotki krążą już gdzieś po internecie xD
°C-ute pojawiły się na scenie w strojach z To Tomorrow. Wyglądały ślicznie, nawet Chisato, która przypominała bożonarodzeniowego aniołka. Pierwsze co do nas powiedziały, to było podziękowanie za "Gamusha LIFE". To niesamowicie miłe z ich strony, że tak to podkreśliły.
Dodatkowe spotkanie dla posiadaczy biletów premium (według mnie było na sali ponad 100 osób) składało się głównie z Q&A. Pytania zostały wybrane z tych, które zostały przesłane przez fanów do organizatorom.
Z pytań, które zapamiętałam:
  •  Jakie zwierzę przypominają? - Maimi powiedziała, że kangura, ale reszta stwierdziła, że tygrysa; Saki jednogłośnie została rybą; Airi leniwcem; Mai kotem choć bardzo jej się ten wybór nie podobał.
  • Co robią gdy są smutne?
  • Ulubiona trasa koncertowa?
  • Kto się najbardziej zmienił? - Odpowiedziały, że Saki, bo teraz więcej z nimi rozmawia i stała się bardziej otwarta niż na początku i Airi, bo zaczęła pokazywać swoją szaloną stronę.
  • Zabawne/ciekawe wydarzenie, które pamiętają.
  • Do Airi coś o studiach.
  • Do Saki o makijaż.
Z dziewczynami na scenie była pani tłumacz, która niestety przekładała wszystko tylko na francuski. :< Moja grupka bawiła się więc w głuchy telefon, czyli dziewczyny, które bardziej rozumiały po japońsku tłumaczyły na angielski itd.
Po Q&A nadszedł czas na loterię. Tego dnia do wygrania było wspólne zdjęcie z °C-ute. Pięciu szczęśliwców zostało poproszonych na scenę. Najwięcej zamieszania zrobił wylosowany przez Mai chłopak, który okazał się być jej fanem. Na początku się popłakał, bo wygrał. Przy zdjęciu tak położył jej rękę na ramieniu, że z początkowego fufu~ bardzo szybko zrobiło się... niesmacznie. Gdyby facet z ekipy °C-ute nie interweniował, chłopak spokojnie mógłby trzymać ją tak aż do dziś. Później przy wręczaniu podpisanego zdjęcia bieda Mai zbliżyła się do niego tylko na odległość wyciągniętych ramion. A wszystko działo się oczywiście pod czujnym okiem kamer i panów kamerzystów.
Następnie poproszono wszystkich do pamiątkowego zdjęcia.
Kiedy już myślałam, że to koniec okazało się, że dziewczyny przygotowały dla nas jeszcze jedną niespodziankę. Publiczność miała szansę wybrać z czterech piosenek dwie, które grupa dla nas zaśpiewa. Decydująca była wrzawa przy wymienianiu tytułów. 
Zdecydowanie najwięcej oklasków dostało Jinsei wa STEP!. To jedna z moim ulubionych piosenek °C-ute i trudno mi opisać radości z tego, że mogłam usłyszeć/zobaczyć ją na żywo. Drugim utworem było Campus Life. Szczerze, przy czytaniu tytułów nie mogłam sobie skojarzyć tej piosenki ;p ale ja nigdy nie zapamiętuje po tytułach xD Do wybory było jeszcze Adam to Eve no Dilemma i Bagel ni Ham & Cheese. Saki troszkę się krzywiła kiedy ostatnia piosenka dostała mało oklasków. Natomiast po dokonaniu wyboru piosenek Mai zachowywała się tak jakby mówiła do reszty "A nie mówiłam, a nie mówiłam, że te wybiorą". Co ciekawe, w udostępnionej przez agencję dziewczyn relacji z fanmeetingu w Meksyku nie było nic o tym, że tamtejsi fani dostali dodatkowy występ.
Po części artystycznej zespół zszedł ze sceny, by przejść do pomieszczenia obok, w którym miało odbyć się "przybijanie piąteczki".
Dla mnie było to jedno z najdziwniejszych, ale i bardzo miłych doświadczeń w czasie całego tego wyjazdu. Skłamię jeśli napiszę, że wszystko poszło bezstresowo i tak jak sobie zaplanowałam w głowię. Bardzo się stresowałam, a co gorsza wpadłam troszkę w panikę i przemieszczając się w kolejce plotłam głupoty. Bardzo się bałam, że stojąc bezpośrednio przed nimi albo się zatnę, albo zacznę płakać albo zacznę mówić po polsku. Z mojej grupki szłam pierwsza i z perspektywy czasu myślę, że to była bardzo dobra decyzja. Bez rozpraszania mogłam się skupić tylko na sobie i na °C-ute.
Okazało się, że dziewczyny ustawione są od najstarszej do najmłodszej, czyli Maimi -> Saki -> Airi -> Chisato -> Mai. Trochę bałam się tego ustawienia, bo Maimi i Saki to moje ulubione członkinie °C-ute i nie chciałam się przed nimi wygłupić.
To wszystko wyglądało mniej więcej tak: dziewczyny stoją za stołami, fani podchodzą do nich i przybijają z nimi obiema rękami piątkę. Jednocześnie mogą z nimi króciutko porozmawiać. 
Maimi: Początek był najgorszy, bo nie wiedziałam czy już mam przybijać, czy już mogę zacząć mówić. Zaczęłam od "dziękuję", a po przybiciu piątki próbowałam niczego nie pomieszać i powiedzieć całą resztę. Potwierdziły się wszystkie opowieści o Maimi. Ona jest cudowną i cierpliwą osobą.Widziała moje zdenerwowanie i próbowała mi na swój sposób pomóc. Cały czas patrzyłyśmy sobie w oczy. A na koniec okazało się, że trzymałyśmy się za ręce! Nie mam pojęcia kiedy to się stało i która z nas to zainicjowała.
Saki: Chciałam powiedzieć coś w stylu "Bardzo podoba mi się Twój taniec", ale na jej widok tak się zestresowałam, że nie bardzo mi wyszło. Przy "dance" powiedziałam coś nie tak, bo Saki spytała "dancu?" i pokazała spiralkę rękami. Mogłam tylko przytaknąć i przejść dalej. Do tej pory jest mi głupio jak o tym myślę -.-
Airi: Przy Airi przypomniałam sobie, że chciałam jej powiedzieć skąd jestem. Wzięłam się więc za realizację planu. Zaczęłam od dziękuje, a następnie "Porando kara." Airi niedosłyszała, więc dopytała się skąd. Powtórzyłam "Porando", na to ona zrobiła wielkie oczy i usta w "o". I na tym skończyła się nasza wymiana zdań, bo w rozmowę wcięła się...
Chisato: Będąc w takim autentycznym szoku spytała się "PORANDO?" Na co ja yes i dalej ciągnę, że to mój pierwszy koncert i tak dalej. Nie mam pojęcia czy przybiłyśmy sobie piątki, czy może uściełałyśmy sobie dłonie jak w czasie hand shake. Nie jestem pewna czy skończyłam się produkować, bo ochroniarz zaczął mnie ciągnąć dalej.
Mai: Ochrona tak mnie popędzała, że wiem tylko, że plotłam jakieś głupoty. Teraz nawet nie pamiętam czy w ogóle przybiłam z nią piątkę. 
Kiedy zostałam odsunięta i zaczęto mi pokazywać wyjście zaczęłam się w środku cała trząść. To było tak nierealne, że trudno to wytłumaczyć osobie, która jeszcze nie miała okazji przeżyć spotkania ze swoim idolem. Te kilkanaście sekund są jak wyrwane z rzeczywistości. Raczej uważam się za osobę racjonalną, ale na te kilka chwil całkowicie zapomniałam, że tak naprawdę mam przed sobą normalne dziewczyny, które tylko wykonują swoją pracę, że po sekundzie zapomną o tym co do nich mówiłam, bo mają "obsłużyć" kolejnego fana.
Przy wyjściu stał pan, który rozdawał wszystkim fotografię °C-ute. Emocje w tamtym momencie były tak duże, że dobrze, że nie przeszłam obok tego pana obojętnie. Bardzo dużo osób wychodziło z La Cigale zapłakane. Mi łzy napłynęły do oczy dopiero gdy Irmina próbowała wydobyć ze mnie relację. Przed rozklejeniem się uratował mnie jeden z oficjalnych fotografów °C-ute. Pan poprosił zebranych fanów do ostatniej wspólnej fotografii. Zamieszanie jakie zrobiliśmy troszeczkę przyblokowało ulicę :P 
Po sesji z fotografem ludzie zaczęli się powoli rozchodzić, ale nie wszyscy. Dzień wcześniej okazało się, że czekający na zespół po koncercie fani obeszli się smakiem, bo dziewczyny wyszły tylnymi drzwiami. Moja grupka potuptała więc za budynek, by ogarnąć sytuację. Było tam już trochę fanów, był też samochód, który drogą eliminacji został przypisany do ich ekipy. 
Zostałyśmy i czekałyśmy. Dość długo, myślę, że ok. dwie godziny. 
Wydaje mi się, że to było najgorsze czekanie, bo nic nie było pewne na 100%, a stres i adrenalina towarzysząca mi podczas fanmeetingu stopniowo wyparowała. Zamiast niej pojawiło się zmęczenie i głód. U mnie objawia się to wejściem w tryb "sarkastycznego Nino" czyli marudzeniem, sarkazmem, ironią i czarnym humorem. To nie był pierwszy raz w czasie tego wyjazdu kiedy weszłam w ten tryb, jednak w moim odczuciu najbardziej dający się ze znaki. 
[Przepraszam Irmina]

Opłacało się czekać. Samochód był ustawiony kilkanaście metrów od drzwi, nie dało rady go przestawić bliżej. Jeden z pierwszych wyszedł pan fotograf o bardziej europejskich rysach - biedaczek coś sobie zrobił w rękę - dostał od czekających fanek podziękowania i dużo życzeń powrotu do zdrowia. Po nim pojawił się kolejny stuff, który odgarniał nas na boki. Mało kto się spodziewał, że po nim pojawią się °C-ute - ubrane w swoje prywatne ubrania przeszły tuż obok i wsiadły do samochodu. Odmachiwały nam dopóki nie odjechały, a Chisato wszystko nagrywała. Kiedy odjechał samochód z °C-ute obok nas próbował przemknąć młodziutki staff. On też dostał od nas dużo miłości i podziękowań i znowu uroczo się zawstydził :D 
   
Podsumowanie fanmeetingu
  • Q&A bez zbytniego rozumienia o czym mówią, jest troszkę nudnawe. Dobrze, że było gdzie usiąść.
  • Dziwne było to, że na zadane pytanie bardzo często odpowiadała tylko jedna. Rozumiem, że czas antenowy wymaga ograniczeń, ale to smutne. Były takie pytanie, na które powinny odpowiedzieć wszystkie. Nawet po jednym zdaniu.
  • O tym, że prawie połowa osób obecnych na sali nie ogarnia, tego co się do nich mówi, organizatorzy zorientowali się na sam koniec.
  • Żaden z wylosowanych numerków na loterii nawet nie otarł się o ten, który miałam -.-
  • Bardzo się cieszę z kolejności w jakiej stały podczas piąteczek. Gdyby tak mnie odciągali od Maimi chyba bym się poryczała.
  • Co do fotografii, którą rozdawali przy wyjściu - dopiero wieczorem, na spokojnie razem z Irminą ustaliłam, że widniejące na zdjęciu podpisy to nie przedruk, ale najprawdziwsze autografy! 

[Osiągnęłam jeden z moich celów i mam autografy od °C-ute!]
Obserwacje ogólne
Fani:
Osoby w różnym wieku, z wyjątkiem dzieci i nastolatków w wieku gimnazjalnym - a jeśli pojawiły się takie osoby, to nie zachowywały się jak typowa gimbaza (czy fanki kpopu). Minimalny wiek określiłabym na 17/18 lat. To doświadczenia potwierdza, że typowy fan j-popu jest starszy niż typowy fan k-popu. 
Na moje oko więcej było młodych kobiet (większość z nich była w wieku do 35). Panowie przeważnie byli bardziej dojrzalsi wiekiem (tak 35+). Podczas koncertu widziałam pana 50+. Na początku myślałam, że może to jakiś ochroniarz, bo stał z boku, ale przy wołaniu na bis też wiwatował i próbował złapać rytm przy klaskaniu, następnego dnia widziałam go w kolejce na fanmeeting. ;)
Zdecydowana większość fanów to "starzy wyjadacze". Im bliżej koncertu, tym kolejka bardziej mieniła się od kolorów przypisanych do członkiń °C-ute (najwięcej widziałam różowych fanów). Oficjalne goodsy, lightsticki, opowieści o koncertach na których byli (również tych w Japonii) - naprawdę doświadczeni fani. Były chwile kiedy siedząc w tym tłumie czułam się taka... nieprzygotowana.
°C-ute:
Nie będę pisać o takich oczywistościach jak to, że °C-ute na żywo są jeszcze ładniejsze niż na zdjęciach i że niesamowicie tańczą :P 
Starałam się obserwować wszystkie członkinie °C-ute. Muszę stwierdzić, że zachowują się dokładnie tak, jak to widać na licznych materiałach wideo, które można obejrzeć w sieci. Maimi jest uosobieniem idealnej starszej siostry, która jeśli robi coś do czego się dobrze nie przygotowała, popełnia małe gafy. Saki choć jest trochę wycofana i sama nie inicjuje większych interakcji z resztą grupy, to robi za MC. Airi zachowuje się tak jakby najadła się za dużo słodyczy i świruje, bardzo często gdzieś w tyle. A Chisato i Mai wpadają w swój mały świat i ignorują wszystko co się wokół nich dzieje. Cieszę się, że mogłam zobaczyć to wszystko na żywo. Bardzo bym się martwiła gdybym zaobserwowała coś nowego i nietypowego w ich zachowaniu.
Słowo końcowe 
Zdecydowanie warto było jechać! Zdecydowanie warto było stać te 16 godzin w kolejce przed koncertem! Zdecydowanie warto było zobaczyć °C-ute na żywo. Szkoda tylko, że był to pierwszy i ostatni raz :< Jeszcze raz dziękuję Irminie za wszystko! 
Teraz czekam na oficjalne DVD z koncertu! Żeby nie tracić tego czasu tylko na czekanie zaczynam mentalnie przygotowywać się na kolejne ważne wydarzenie w fandomie Hello!Project. Jeszcze w tym roku do Europy przyjadą Juice=Juice. Bardzo chciałabym jechać. Czy się uda?Jeśli się uda na pewno będę bardziej przygotowana.
[Ulotka promująca J=J rozdawana była przy sprawdzaniu biletów. "Troszkę" mi się pogniotła w przez te wszystkie nerwy ;p]

PS Gdyby kogoś zainteresował temat °C-ute lub okazało się, że zerknie tu jakiś fan Hello!Project zapraszam na polską grupę na fb poświęconą tym idolkom. -->https://www.facebook.com/groups/525487417590251/
PS2 Dzięki temu, że dostałam tyle singli nie mam już miejsca na półce z płytami o.O Gdzie ja wcisnę Are You Happy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz