środa, 24 lutego 2016

Dramy/filmy z Arashi, które nieprzypadły mi do gustu

Dzisiejsze zestawienie poświęcone zostało produkcjom filmowym i telewizyjnym, z członkami Arashi w roli głównej, które nie przypadły mi do gustu lub nie spełniły moich oczekiwań. Pod uwagę wzięłam dramy i filmy, które zobaczyłam w całości lub przerwałam ich oglądanie z własnej woli. W tekście mogą pojawić się spoilery. Opisy pochodzą z dramawiki lub filmweb.
Zapraszam do lektury i dyskusji. Może na moją listę trafiła coś co lubicie, a może według Was czegoś brakuje?
DRAMY
Bartender
Sasakura Ryu (Aiba Masaki) jest światowej klasy barmanem, który pracował w barze najbardziej dochodowego hotelu stolicy Francji. Z niewiadomych przyczyn opuszcza miasto i po kryjomu wraca do Japonii, gdzie planuje zacząć nowy rozdział w życiu. Pewnego dnia na jego drodze staje Kurushima Miwa (Kanjiya Shihori), wnuczka bogatego właściciela hotelu. Poszukuje ona odpowiedniego barmana, który będzie w stanie przyrządzić legendarny koktajl o nazwie The Glass of God, o którym wciąż opowiada jej dziadek (Tsugawa Masahiko).

O tym dlaczego tak bardzo nie przepadam za tą dramą pisałam już TUTAJ. Powtórzę tylko - tematyka dramy to nie moja bajka.

 Lucky Seven
Tokita Shuntaro zostaje przez przypadek detektywem dla małej agencji w Kita Shinagawa (Tokio). Mimo, że detektywi powinni być odporni, Shuntaro bardzo angażuje się w sprawy swoich klientów i śledztwa, co często przysparza mu kłopotów. Nitta Keru, który pracuje w tej samej agencji, jest niezadowolony z tego, że Shuntaro przekracza granice, więc ta dwójka często się sprzecza. Asahi Junpei, ich starszy kolega, jest detektywem już od jakiegoś czasu i traktuje ich jak młodszych braci. W agencji pracuje siedem osób. Zazwyczaj zajmują się małymi sprawami, ale niedługo ma się to zmienić...

Ta drama miała spory potencjał. Szkoda tylko, że tak zmarnowany. Seria doczekała się nawet odcinka specjalnego, w którym twórcy próbowali nadrobić to co stracili, ale z marnym skutkiem. Pamiętam, że Lucky Seven oglądałam trochę sama, a trochę z Bang! Zdarzały się zabawne momenty, ale nie było tego wiele. Większość postaci w jakimś stopniu mnie irytowała przez co nie mogłam przestać zastanawiać się nad tym dlatego mój ulubieniec zniknął :/ Na pewno bardziej zapamiętam tę serię przez przyrost masy mięśniowej Juna niż przez postać, którą grał. Fajnie, że MatsuJun spróbował sił w czymś bardziej komediowym, szkoda tylko, że w czymś takim.

Nazotoki wa Dinner no Ato de
Drama opowiada o córce bogatego biznesmena, Houjou Reiko, która zajmuje się rozwiązywaniem zagadek detektywistycznych. Pomocą służy jej zawsze lokaj - Kageyama, który znany jest z ciętego języka i niesamowitej zdolności logicznego łączenia faktów. Razem są w stanie rozwikłać każdą tajemnicę.

Miałam ogromne oczekiwania co do tej dramy. Już sam fakt, że Sho zagra lokaja (byłam wówczas pod małym wpływem Kurushitsuji) wydawał się wystarczającym powodem do jej zobaczenia. Mój apetyt podsyciły  też reklamy dramy. Niestety, już po pierwszym odcinku okazało się, że reklamy i budowane na nich oczekiwania nijak mają się do tego co dostaliśmy. Główna bohaterka zachowywała się jak mała rozpieszczona, rozkapryszona i bezradna dziewczynka, która nie potrafi samodzielnie wyciągać wniosków. Mam wrażenie, że praca w policji była jednym z jej kaprysów i dostał ją dzięki znajomościom. Kageyama - jedyna myśląca osoba w serii - nie przekonał mnie do siebie jako postać. Niby miał w sobie jakaś tajemnicę, ale ten wątek nie został rozstrzygnięty tak jak tego oczekiwałam. Gagi zafundowane w dramie to ten typ humoru, który u mnie co najwyżej wywołuje uśmiech zażenowania. Sprawy też nie były specjalnie zajmujące. Choć ja na tę serię marudzę, to w Japonii odniosła spory sukces. Doczekała się nawet odcinka(ów) specjalnego i filmu kinowego. Mimo mojej dużej sympatii do Sho nie mam w planach ich obejrzeć. 


Tokujō Kabachi!!
Historia skupia się na pracownikach firmy prawniczej. Tamura Katsuhiro jest młodym człowiekiem z silnym poczuciem sprawiedliwości. Mimo to uważa, że prawo nie zawsze ma rację i postanawia jako notariusz manipulować nim tak, by chronić pokrzywdzonych. Pracuje on z byłą przestępczynią, Sumiyoshi Misuzu, która zawsze stara się postawić na swoim. Mimo, że początkowo nie mogą się dogadać, z czasem zaczynają się rozumieć.

Dotrwałam tak do 4-5 odcinka. Później przewinęłam do ostatniego, żeby zobaczyć scenę Ohno i słynny pocałunek i dałam sobie spokój. Dramę zaklasyfikowano jako komedię - mnie nie bawiła ani trochę. Odnosiłam wrażenie, że niektóre "zabawne" scenki wsadzone zostały w skrypt, bo nie było pomysłu na nic innego. Najgorsze były te quizy przeprowadzane przez bohatera Sho na małżeństwie, które wynajmowało mu pokój (czy jakoś tak). Rozumiem, że te śmieszki miały pomóc widzom oswoić się z prawniczymi terminami. Coś jednak poszło nie tak jak trzeba i śmieszki zaczęły dominować. Najlepiej wspominam z tej serii telefon, który miała bohaterka grana przez Horikitę. Fajny był, też bym taki chciała. 

Shinigami-kun
Jeżeli myślicie, że wysłannik Śmierci wygląda jak ponury szkielet w pelerynie, wlokący za sobą gigantyczną kosę, to zweryfikujcie swoje wyobrażenia i to szybko! Ten Shinigami nr 413 jest gentlemanem w każdym calu: melonik, biała mucha, przykrótkie porteczki (inaczej nie byłoby widać jego oszałamiających skarpetek w krateczkę), no i te buty… Z prawdziwą klasą wyprawia w zaświaty dusze uwzględnione na liście osób oczekujących na śmierć. Pomimo, że brakuje mu doświadczenia zawodowego, dokłada wszelkich starań, aby jego podopieczni umierali punktualnie i nie pozostawiali po sobie niezałatwionych spraw. A że złamie przy tym czasem kilka zasad… Pewne rzeczy są nieuniknione, prawda?

Shinigami-kun to drama co do której miałam duże oczekiwania. Pierwszy odcinek bardzo mi się podobał. Dawał sporo do myślenia. Kolejne, jak dla mnie, były przekombinowane. Śmierć nigdy nie jest łatwym tematem.  Tutaj próbowano to złagodzić przez wprowadzenie zabawnych scenek - niestety nie zawsze były one trafione.  Brakowało zagłębienia się w świat shinigami. Jakiegoś przykładnego żniwiarza, który pokazałbym numerowi 413 jak wykonywać tę pracę. Zamiast tego była nerwowa przełożona, która zamiast pomóc i wyjaśnić tylko się na biedaka darła. Z innych rzeczy, które rzucają się w oczy, to niewielki budżet jaki miała ta drama. Uboga scenografia, niewielka główna obsada. Jak dla mnie najsłabsza drama z Ohno jaką widziałam.

 Boku wa imouto ni koi wo suru
 Opowieść o bliźniaczym rodzeństwie - Yori i Iku. Yori od lat zakochany jest w swojej siostrze. Uczucie to ciagle narasta, a mieszkanie w jednym pokoju nie pomaga się go wyzbyć. Pewnej nocy Yori wyznaje  Iku co do niej czuje. Dziewczyna z początku jest zaskoczona i zdezorientowana, jednak po chwili odwzajemnia uczucie brata. Bliźniaki spędzają noc w jednym łóżku. Iku próbuje poderwać kolega z klasy, Yano. Dziewczyna chce być wierna bratu i odrzuca go. Yorim natomiast interesuje się Tomoka – również koleżanka z klasy. Kiedy Tomoka nakrywa będących razem bliźniaków postanawia uwieźć Yoriego. Przy nadarzającej się okazji zaprasza go do kawiarni i tam wyznaje mu miłość oraz proponuje współżycie. Yori odrzuca uczucie mówiąc Tomoce, że jej nie kocha. Dziewczyna mimo odrzucenia uczucia dalej pragnie spędzić noc Yorim. Ten ulega i zabiera ją do hotelu miłości. Kiedy Iku szuka brata by dowiedzieć się gdzie spędził noc dowiaduje się od Tomoki, że Yori był właśnie z nią. Iku poczuła się zdradzona. Yori postanawia wszytko naprawić co zostało zerwane między nim a siostrą-kochanką. Jednak czy mu się to uda? Czy zakazana miłość zostanie reaktywowana, czy może nie?

Żeby było jasne, film nie trafił tu przez swoją tematykę. Owszem miłość pomiędzy rodzeństwem, a tym bardziej bliźniakami, to dość kontrowersyjny temat, jednak za dużo już w życiu czytałam i widziałam, by jakoś specjalnie się tym przejąć. Wszystkie moje zastrzeżenia dotyczą sposobu wykonania tego filmu. Ciągnące się w nieskończoność sceny. Dialogi ograniczone do minimum. Brak jakiejkolwiek dynamiki - czy to w sposobie poruszania się kamery, czy to w działaniach aktorów. Senna atmosfera. Nuda... Rozumiem, że japońskie filmy różnią się od dram. Że potrafią być bardziej stabilne i stonowane, jednak tu mocno z tym przesadzili. Przez ponad 2 godziny czujemy się jak w letargu. Jeśli macie problemy ze snem i nie wiecie jak im zaradzić spróbujcie obejrzeć ten film. 

Yattaman
Ekranizacja znanego japońskiego serialu anime, który został wyemitowany w latach 1977-79. Banda Doronbo - z Doronjo na czele, otrzymuje zlecenie odnalezienia tajemniczych Kamieni Dokuro. By im w tym przeszkodzić i uratować świat, syn właściciela sklepu z zabawkami Gan i jego dziewczyna o imieniu Ai, zmieniają się w Yattermana nr 1 i nr 2. Podczas starć z Doronbo używają robotów, w tym ogromnego robo-psa - Yatter-wana. To historia pełna humoru, akcji i robotów.

Kiedyś pisałam, że dawno, dawno temu miałam okazje oglądać na Polonii 1 anime Yattaman. Nie powinno więc dziwić, że do aktorskiej wersji siadałam z pewnymi oczekiwaniami i wyobrażeniami. Już po kilkunastu minutach widziałam, że nie jest to Yattaman, którego pamiętałam. Gan-chan nie miał swojego uroku, Ai nagle okazała się być straszną zazdrośnicą, a roboty nie robiły już takiego wrażenia jak kiedyś. Tylko gang Doronbo trzymał formę. Dodatkowo, film w którymś momencie zaczął mi się dłużyć i nie mogłam się doczekać aż się skończy. Być może gdybym podeszła do tej produkcji bez znajomości pierwowzoru zostałby lepiej odebrany. 

...
Podsumowując moje marudzenie - nie zawsze rozumiem japoński humor, a Sho jako jeden z moim pierwszych biasów nie wywołuje większych emocji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz